Gdyby zapytać mieszkańców Stalowej Woli o pierwsze skojarzenie ze sportem, to wszyscy jednogłośnie odpowiedzieliby ZKS. Tylko co oprócz klubu? Mamy basen, kilka siłowni, stosunkowo niedawno pojawił się street workout. Mało kto w ogóle identyfikuje strzelectwo ze sportem, ale przy zagłębieniu się w to można wykształcić w sobie wiele wartościowych i pożądanych cech. Pan Jacek Kozdronkiewicz – kierownik strzelnicy, prezes klubu KŻR „Legion” oraz kilkakrotny mistrz Polski w zawodach strzeleckich 16 lutego 2017 przybliżył nam ten sport i pokazał z czym to się je. Strzelnica, w której pracuje, znajduje się na ulicy Energetyków 5 w Stalowej Woli, oddalona jest od szkoły o jakieś 500 metrów.
Zechce Pan na początek opowiedzieć o sobie i o powstaniu klubu?
Jestem pracownikiem LOKu na etacie kierownika strzelnicy. Pracuję tu od kilkunastu lat, obecnie jestem prezesem Klubu Żołnierzy Rezerwy i Kolekcjonerów Broni „Legion”, który powstał 13 lat temu. Kiedy weszliśmy w posiadanie tego obiektu, zajęliśmy się pracami remontowymi, zakupem broni, gdyż w czasach, kiedy stworzyliśmy ten klub praktycznie nic tu nie było. Strzelnicę trzeba było zmodernizować, postawić nowe przesłony i załatwić wszystkie atesty. Trochę nas to pracy i pieniędzy kosztowało, jako członków klubu.

I ostatecznie stało się to opłacalne?
Tak, opłaciło się, bo w tej chwili jest ok. 130 osób w klubie, większość z nas posiada własną broń. Posiadamy też kolekcje broni, niektóre w dosyć pokaźnych rozmiarach, zarówno historyczne jak i nowe. Uczestniczymy w zawodach organizowanych przez nasz klub oraz inne. Startujemy też w lidze wojewódzkiej, która istnieje na Podkarpaciu już od kilkudziesięciu lat. Przyznam, że jesteśmy wysoko jako klub.

Kto może wstąpić do klubu?
Do naszego klubu może wstąpić osoba pełnoletnia i wygląda to w ten sposób, że inny członek klubu musi tę osobę polecić. Na zasadzie znajomy znajomego, gdyż mamy do czynienia z bronią i nie bierzemy przypadkowych ludzi z ulicy. My nie mamy możliwości prawnych, aby sprawdzić czy osoba była karana czy nie, więc postanowiliśmy, że ktoś z klubu będzie kogoś wprowadzał na okres próbny trwający u nas pół roku. Wtedy sprawdzamy czy ten człowiek pasuje nam i czy faktycznie interesuje się tą bronią, czasem jakiś inny element o tym decyduje, przez co nie dostaje się w ostateczności do nas. Wtedy dziękujemy takiemu człowiekowi za współpracę i potem nie przedłużamy już członkostwa w klubie.

Brał Pan udział w mistrzostwach i zawodach. Zechciałby Pan opowiedzieć o swoich osiągnięciach?
Tak, od kilkunastu lat biorę udział w zawodach strzeleckich. Mam dosyć pokaźny dorobek, jest to kilkaset różnych wyróżnień, pucharów, dyplomów itp. Oprócz tego byłem kilkakrotnie mistrzem Polski w różnych konkurencjach z użyciem pistoletów, karabinów, granatów, a także w konkurencjach łączonych. Nie tylko ja, ale z naszego klubu wiele osób brało w tym udział i zawsze byliśmy wysoko notowani, dlatego że dużo strzelamy i to jest nasza pasja.
Ktoś Pana wprowadzał w ten sport?
Strzelectwo pasjonowało mnie od zawsze, dlatego że wywodzę się z rodziny, która miała tradycje wojskowe. Miałem dziadka frontowca i tak jakoś to było zaszczepione. Później trafiłem w 1981 lub 1982 tutaj na strzelnicę LOKowską. Tylko to wyglądało wtedy inaczej, bo strzelectwo współfinansowało Ministerstwo Obrony Narodowej i za niewielkie pieniądze (dosłownie za symboliczną złotówkę) przyjść tutaj i postrzelać, zapisać się do jakiejś sekcji. Wtedy już zacząłem na poważnie strzelać. I później wiadomo – życie prywatne inaczej się układało, służba wojskowa i dopiero kilkanaście lat temu z kolegami założyliśmy ten klub i od tego czasu stało się to prawdziwą pasją. Można powiedzieć, że to życie na co dzień, bo wtedy też zostałem pracownikiem LOKu i tak kultywujemy tradycje strzeleckie i kolekcjonerskie.
Jaką broń poleca pan dla początkujących?

Na pewno poleciłbym broń sportową. Tu nie ma rozgraniczenia płeć, tu trzeba mieć predyspozycje do tego. I to najlepiej sprawdzić na broni sportowej małokalibrowej. Po prostu młody człowiek, który przychodzi tutaj spróbować swoich sił musi zacząć od broni sportowej, dlatego że łatwa jest w obsłudze i cenowo jest to tanie strzelanie. Przy innych kalibrach niestety to się wiąże z dużymi obciążeniami finansowymi. Najpierw sprawdzamy czy człowiek ma predyspozycje do strzelectwa czy jemu się tylko wydaje, ponieważ w treningach strzeleckich nie chodzi o sam fakt huku itd. W tym trzeba wyrobić sobie jakieś naturalne odruchy i przede wszystkim pilność, cierpliwość i wszystko co za tym idzie. Wiadomo, że człowiek porywczy nie nadaje się do strzelania.
Jak wygląda trening?
Treningi wyglądają w różny sposób. Wcześniej wspominałem o takich profesjonalnych treningach. Można prowadzić treningi bezstrzałowe, ćwiczyć samą sylwetkę, a później przechodzimy do strzelania z samej broni kulowej, potem ćwiczymy też sylwetkę z bronią, obsługujemy je. To nie jest tak, że ktoś wpada na strzelnicę i on już od razu strzela osiągając dobre wyniki. Strzela, ale pod okiem instruktora, musi za to zapłacić, co go dużo kosztuje i na pewno nigdy dobrym zawodnikiem nie będzie, jeśli nie przejdzie przez ćwiczenia. A żeby przygotować się do takich treningów i do zdobywania zaszczytów w tym sporcie, to trzeba trochę czasu poświęcić na wysiłek fizyczny. Jest dużo przesłanek, które trzeba spełnić, żeby dobrze strzelać.
Naukę lepiej zacząć od praktyki czy od zgłębienia teorii?
Moim zdaniem trzeba najpierw spróbować, ktoś musi strzelić kilka razy. Nie można zakładać, że nauczymy się strzelać teoretycznie, wszystko może się wydawać dobrze i nagle, kiedy przechodzimy do strzelania, możemy stwierdzić, że nie jest to coś, co chcielibyśmy robić w życiu. Więc na początek zawsze polecam strzelić kilka razy i zobaczyć czy to się podoba i czy można dostosować się do trybu, jaki panuje na strzelnicy.

Jaki to jest tryb?
Jest kilka warunków, które trzeba spełnić, żeby przystąpić do strzelania. Przede wszystkim trzeba słuchać tego, który prowadzi strzelanie. Tu nie ma po prostu miejsca na samowolkę i indywidualne podejścia do broni. Na strzelnicy trzeba bezwzględnie zwracać uwagę na to, co mówi kierownik strzelnicy. Zresztą na każdej strzelnicy jest regulamin, który mówi nam co nam wolno robić, a co nie wolno, jakie są komendy itd. Właśnie wtedy zaczyna się wyłaniać ludzi, którzy słuchają lub nie. Ludzi, którzy nie stosują się do tych naszych poleceń niestety musimy odesłać, bo z każdej broni, nawet małego kalibru, można wyrządzić komuś krzywdę, dlatego od tego zaczynamy.
Więc jakie cechy strzelca Pan by wymienił oprócz posłuszności?
Ja myślę, że jest taka jedna cecha uniwersalna: chęć. Jeden może posiadać lepsze warunki fizyczne i predyspozycje, że tą wiedzę przyswoi szybciej drugi może działać wolniej. I czasami ten, który wolniej przyswaja robi to bardziej pilniej, a to właśnie cechuje kobiety, że one podchodzą do tego poważniej niż mężczyźni. Mężczyzna od wieków jest wyposażony w broń, więc można stwierdzić, że on to ma w genach.
Klub zawiera członkinie?
Tak, jest u nas kilka kobiet i zazwyczaj to są żony albo dzieci niektórych członków klubu. Są u nas całe rodziny, które strzelają, więc nie tylko mężczyźni. Jeżeli ktoś zarazi tym bakcylem swoje dzieci i im się to spodoba, to będzie dla nich świetna zabawa, tym bardziej, że za to płaci ojciec.
Czy miał pan okazję współpracować z młodzieżą?
Tak, przez kilkanaście lat mieliśmy ok. 11 klubów strzeleckich, w których była młodzież ze szkół stalowowolskich. Z Niska i Rudnika także przyjeżdżali tu na zajęcia, ale z uwagi na to, że szkoły nie mają teraz pieniędzy i nie mają nauczycieli, którzy chcieliby z młodzieżą w ramach zajęć pozalekcyjnych przychodzić. Szczerze powiedziawszy młodzież też jest coraz mniej tym zainteresowana, bo to się wiąże z szeroko pojętą dyscypliną, a nie każdym to pasuje. Ale mimo tego było tu kilkanaście klubów z młodzieżą, które strzelały. Nadal jest kilka szkół, które nadal współpracują z nami, np. szkoła budowlana im. Tadeusza Kościuszki, która ma tam klasy wojskowe. Tamtejsza młodzież jest wybitna, bo w skali kraju zajmują pierwsze miejsca na zawodach organizowanych przez Ministra Obrony Narodowej oraz przez różne nasze organizacje.
Więc tak naprawdę można tu przyjść mając mniej niż 18 lat?
Nie do końca. My nie prowadzimy strzelań komercyjnych, bo jest nas dużo w klubie, a strzelnica nie ma zbyt wielu nowości. Nie ma na to czasu oraz nie ma tylu instruktorów i chętnych żeby robić to społecznie. Ale jeżeli byście chcieli strzelać zawsze stworzyć pewna grupę. Możecie przyjść z nauczycielem, wtedy ja bym wam wskazał, jaka byłaby kwota amunicji i przygotowań do całej tej obsługi strzelnicy. Moglibyśmy też zrobić to na zasadzie turnieju międzyszkolnego. Ewentualnie jest jeszcze możliwość taka, że jeśli byście chcieli postrzelać można zawiązać klub, który będzie funkcjonował u was w szkole. Musiałoby być zapisanych minimum 15 osób i trzeba byłoby organizować składki roczne/miesięczne o niewielkiej kwocie. I wtedy, jako klub wybieracie prezesa i zarząd jak każdej organizacji, ustalilibyśmy dzień treningowy dla was.

Czy uważa Pan, że ten sport powinien być rozpowszechniony we wszystkich szkołach, nie tylko dla profili wojskowych?
Myślę, że w szkołach powinny być przynajmniej jakieś podstawy, bo wiadomo, że nie każdy z tego skorzysta i nie każdego to pasjonuje. Jednakże, gdyby była taka możliwość w szkołach i organizowano by wycieczki, to na pewno wśród młodzieży narosła by świadomość i chęć. Zawsze warto spróbować przekonać się na własnej skórze.
Co według Pana mogłoby nauczyć młodzież strzelectwo?
Samodyscyplina i pilność – to jest podstawa w tym sporcie. Strzelectwo zawodowe wymaga treningów, bazy szkoleniowej i sprzętu. W dużej mierze na naszej strzelnicy jest sprzęt z lat 70/80, ale nadal sprawny. Nasze bronie staramy się utrzymywać w jak najlepszym stanie technicznym, mimo że niektóre karabinki mają po 60 lat, to one wcale nie odbiegają od tych nowych. Chodzi teraz o ergonomię, są lepsze rozwiązania techniczne niż kiedyś. Natomiast, jako klub żołnierzy nie mamy możliwości zakupić wielu egzemplarzy, bo nie strzelamy wyczynowo. Bawimy się tym, co posiadamy.

Czy według Pana powinno się wprowadzić służbę wojskową lub obowiązkowe szkolenia?
Jestem jak najbardziej za, ponieważ sam byłem w służbie i wiem czego ona uczy – przede wszystkim samodzielności i dyscypliny. Człowiek tak naprawdę wtedy dorośleje, bo w latach 80., kiedy służyłem w wojsku, niejednokrotnie były takie przypadki, że jako oficer musiałem uczyć pisania niektórych. A obecnie, w jakiej formie miałoby to wyglądać? Nie wiem, bo nie jestem taktykiem wojskowym, żeby móc się o tym wypowiadać, bo tu pewnie chodzi też o pieniądze. Czy ta forma, która obecnie jest proponowana przez ministra Macierewicza jest dobra z tymi oddziałami Obrony Terytorialnej? Nie mi z tym dyskutować, ale ja sobie to wyobrażałem tak, że naprawdę przyjdą tam ludzie, którzy są chętni i będą tam robić bezinteresownie. Tak też kryteria powinny być inne.
Co Pan sądzi o ogólnym dostępie do broni, jaki zamierzano wprowadzić do Polski? Może powinna pojawić się reglamentacja?
Myślę, że te unormowania prawne, które są w tej chwili w naszym kraju, są bardzo dobre. Nie ma żadnej reglamentacji, człowiek musi po prostu spełnić określone zasady. Wygląda to w ten sposób, że aby mieć dostęp do broni sportowej/kolekcjonerskiej ktoś musi być zrzeszony w takim klubie jak nasz, musi zdać egzaminy w Polskim Związku Strzeleckim albo na policji oraz musi być przez nią zweryfikowany i przejść przez badania.

Jacy stają się ludzie po otrzymaniu broni?
Moim zdaniem człowiek, który posiada już broń staje się jeszcze lepszym obywatelem niż był, gdyż za niewielkie przewinienia, nawet za utratę prawa jazdy czy jazdę po alkoholu, może stracić broń, a więc musi być bardziej świadomy konsekwencji. Ludzie, którzy mają broń bardziej się pilnują niż zwykły cywil. Toteż kontrolowany dostęp do broni powinien być i obecne rozwiązanie jest bardzo dobre.

Czy ma Pan swojego ulubieńca?
Nie mam takiej broni, której bym nie lubił. Z niektórych lubię bardziej strzelać lub mniej.

 

//nagłówek: google images

Advertisements