Artykuł chciałabym zacząć od tego, że nie mam na celu negowania niczyich zachowań czy przyzwyczajeń ani namawiania do przyjęcia swych poglądów. Na pomysł napisania tego posta wpadłam gdy zauważyłam, jak mała jest świadomość ludzi na temat niektórych spraw. I tylko o to tutaj chodzi, o bycie świadomym konsumentem i wybieranie tego, co uważamy za słuszne.

Na początek dowiedzmy się, jak właściwie ten proces wygląda. Jeszcze do niedawna ciężko było na ten temat znalezć jakieś rzetelne materiały, jednak już prawie viral’owe stają się filmy i zdjęcia ukazujące testy na zwierzętach. Nie są to łatwe materiały do oglądania, dlatego nie będę takowych tutaj zamieszczać, z szacunku do osób o słabszych nerwach. Może to wydać się kontrowersyjne, ale polecam obejrzeć owe dzieła, ze względu na to że można o czymś czytać i słuchać ale nic nie uświadamia tak bardzo jak bezpośredni widok zdarzenia, jakim w tym wypadku jest okropne traktowanie zwierząt. Ludzie często odpychają od siebie tę prawdę, uważają wypowiedzi osób takich jak ja za wyolbrzymianie, najczęściej ze względu na swoje własne wyrzuty sumienia.

Jeśli widzieliście kiedyś wyżej wymienione materiały, wiecie dobrze że testy na zwierzętach nie są smarowaniem króliczka pomadką albo piesków balsamami do ciała. Jeśli tego nie wiecie, już spieszę z wyjaśnieniami.

Otóż trzy najpopularniejsze formy testów to:

Test na tolerancję błony śluzowej (Draize-Test)

Dla wykonania tego testu zakrapla się i wciera aparat do oka królika. Ponieważ króliki nie wydzielają płynu łzowego, substancja testowana pozostaje w oku zwierzęcia w skondensowanej formie min. przez 24 godziny. Skutkami tego testu mogą być silne zapalenie spojówek lub nawet całkowite zniszczenie oka.

Test na podrażnienie skóry

Również dla tego testu przeznacza się najczęściej króliki. Ostrzyżone, częściowo okaleczone partie skóry poddaje się działaniu testowanych substancji. Mogą przy tym wystąpić podrażnienia skóry, zapalenia i egzemy. Zarówno dla testu na tolerancję błony śluzowej, jak i dla testu na podrażnienia skóry zwierzęta są trzymane w zamknięciach w specjalnych klatkach, albo “zabezpieczane” specjalnymi opatrunkami lub obrożami uniemożliwiającymi lizanie i drapanie ran.

Test na toksyczność (Test LD50)

Dla testu na toksyczność “używa się” ssaków – dzisiaj przeważnie szczurów lub myszy. Każde ze zwierząt otrzymuje dokładnie określoną dawkę testowanej substancji. Substancje te dodaje się do pokarmu lub też zmusza się zwierzęta do połykania środka za pomocą sondy wewnętrznej. Inne substancje wstrzykiwane są domięśniowo, dożylnie lub do brzucha, albo zwierzę musi je wdychać. Po kilku dniach występują u nich skurcze, paraliż lub inne reakcje, które są obserwowane i protokołowane. Wreszcie zabija się zwierzęta, aby móc ocenić stopień szkodliwości substancji w organach i systemie nerwowym.

W przypadku testu na toksyczność LD50 dla ustalenia nagłego działania trucizny chodzi o to, aby ustalić dawkę jakiejś substancji; połowa tych zabiegów powoduje śmierć zwierząt testowanych. Dla przeprowadzenia tego testu “zużywa się” co najmniej 30 zwierząt na każdą badaną substancję, często jednak znacznie więcej; są to zwykle myszy i szczury.
Dodać warto, że na jeden kosmetyk przypadają dziesiątki tysięcy zwierząt.

Jak można wywnioskować, pierwszym argumentem przeciw testom na zwierzętach jest okrucieństwo, jakiego doświadczają bezbronne stworzenia. Idąc dalej dowiadujemy się, że są one również kompletnie bezcelowe. Badania dowodzą że 92% (!) substancji ,które pomyślnie  przeszły testy na zwierzętach, nie przechodzą testów na ludziach i i tak nie trafiają na rynek. Kolejnym faktem jest to, że sprawdzonych surowców i produktów mamy od dawna pod dostatkiem . Gdyby przemysłowi chodziło wyłącznie tylko o zdrowotną pewność jego preparatów musiałby zrezygnować z nowości. Ponieważ badania są niezbędne tylko wtedy, gdy nie można już zastosować starych, sprawdzonych materiałów, lecz musi się użyć nowych chemikaliów, które w zależności od ich koncentracji są trujące, to takie materiały nie powinny znajdować zastosowania w kosmetyce, choćby tylko ze względu na częste wywoływanie alergii . Nowe produkty nie służą klientkom, a w głównej mierze zyskowi producentów.

Istnieje szereg metod, które spokojnie mogłyby zostać alternatywą dla testów na zwierzętach. Niestety, firmy niełatwo rezygnują z tej metody, zwykle ze względów gospodarczych. Producenci powołują się na to, że władza ustawodawcza nie uznała jeszcze nowych metod testowania i w ich miejsce żąda przeprowadzenia prób na zwierzętach, ale przepisy ustawowe podaje się tylko jako alibi. Istnieją różne przepisy, których należy przestrzegać przy produkcji i sprzedaży preparatów kosmetycznych. Żaden z tych przepisów ustawowych nie zmusza jednak producenta kosmetyków do prowadzenia badań na zwierzętach, o ile nie stosuje on substancji, które podchodzą pod ustawę o lekach i chemikaliach.

Niżej zostawiam zestawienie producentów i ich stosunek do testów na zwierzętach. Mam nadzieje, że chociaż część z Was skłonię do jakiejś głębszej refleksji i małymi kroczkami zakończy się ten niehumanitarny proces, niegodny wręcz czasów, w jakich żyjemy.



http://www.kocieuszy.pl/p/lista.html

Advertisements