Marzymy. Nie zawsze o przysłowiowych “niebieskich migdałach”, ale myślę, że większość z Was ma marzenia. Większe czy mniejsze – jakieś na pewno.

            Jeśli zebralibyśmy wszystkie czynniki potrzebne nam do życia i prawidłowego funkcjonowania, z pewnością  nie odnaleźlibyśmy tam marzeń. Bo czy są one niezbędne? Czy bez nich nie dalibyśmy rady żyć? Teoretycznie wcale ich nie potrzebujemy, ale patrząc na dzisiejszy świat mogę śmiało stwierdzić, że niektórzy by bez nich przepadli. A może nie tylko niektórzy? Może każdy z nas by upadł?

            Nie wierzę ludziom, którzy bez chwili zastanowienia na pytanie “O czym marzysz?” odpowiadają: “Ja nie mam marzeń. To jedna, wielka głupota i strata czasu.      A ci wielcy marzyciele mogliby w końcu wziąć się do roboty, zamiast tylko marzyć.” Druga część tego zdania jest oczywiście prawdą, ale o tym za kilka chwil. Uważam, że wszyscy powinniśmy mieć marzenia. Odległe cele, do których dążymy. Bo co to za człowiek, nie mający żadnych aspiracji czy celów, do których mógłby zmierzać? Dla mnie to tylko pewien element, kawałek szarej masy, która ślepo podąża za pozorami szczęścia. Jestem święcie przekonana, że większość z nas do tej właśnie masy trafi w przyszłości. Stanie się taka, jak Ci zgorzkniali ludzie powtarzający wciąż, dzień za dniem, ten sam schemat: spać, jeść, pracować. I tak w kółko. Ich życie na tym się kończy. A co można robić w wolnym czasie? No jak to co? Piwko lub winko i telewizja – dokładnie jak Pan Kiepski. Mniej więcej tak widzę przyszłość połowy, może jednej czwartej naszego pokolenia. Dlaczego? Bo się nie rozwijamy. Nie stawiamy sobie żadnych celów, a więc wszystko sprowadza się do marzeń.

            Jak już wcześniej wspominałam, tacy ludzie to dla mnie ludzie-nieludzie. Pionki, które nawet nie chcą wygrać gry pod tytułem “życie”. Racjonaliści, ludzie twardo stąpający po ziemi pewnie się ze mną nie zgodzą. Bo przecież co taki marzyciel osiągnie? NIC. Wszyscy doskonale wiemy, że bez działania do niczego nie dojdziemy i ja również podpisuję się pod tą prawdą. Tylko, że ja nie piszę o ludziach, którzy chodzą wiecznie      z głową w chmurach i nie robią nic prócz gdybania i fantazjowania. To pewne, że oni prędzej czy później także staną się pionkami popychanymi przez wiatr. Więc o co w tym wszystkim chodzi? Marzyciel zły, człowiek bez marzeń jeszcze gorszy… Kim ja mam być?

            Już spieszę z odpowiedzią. Masz być człowiekiem, który przeżyje swoje życie jak najlepiej. Nie takim wyżej wspomnianym Panem Ferdynandem (w męskiej czy żeńskiej odsłonie), tylko kimś, kto postrzega świat w kolorowych barwach. Człowiekiem oczekującym od życia więcej, niż dostał na starcie. Człowiekiem z marzeniami, do których spełnienia dąży. Łatwo powiedzieć, co? Spełnij swoje marzenia! Jakby to było takie proste. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to bardzo trudne zadanie, szczególnie jeśli naszym marzeniem będzie wysłanie pocztówki z Księżyca. Ale dlaczego wszyscy ludzie mają ten sam idiotyczny problem? Problem pt.”Na pewno mi się nie uda. Nie ma co próbować” Jeśli podejdziemy do spełniania swoich marzeń z takim “entuzjazmem”, to szczerze wątpię żeby było inaczej.

            Życie człowieka niestawiającego sobie żadnych celów, jest życiem straconym. A marzenia to przecież nic innego jak cele. Jeśli marzysz o tym, aby w przyszłości wydać Swoją książkę, to może małym celem na ten miesiąc czy tydzień będzie napisanie krótkiego opowiadania lub wiersza? Każdy od czegoś zaczynał. A ci wielcy ludzie, którym tak często zazdrościmy, bo mają wszystko czego tylko zapragną i są spełnieni, wcale nie dostali tego na starcie. Doszli do tego poprzez pracę, którą wykonali nad samym sobą, bo nie mogli się pogodzić z tym, że ich życie wyglądało tak a nie inaczej.

            Każdy z nas powinien dążyć do czegoś więcej. Rozwijać się, robić to co kocha, podążać za swoją pasją. Poszukiwać prawdziwego siebie. Marzenia są nieodłącznym elementem prawdziwego życia. I tak jak powiedział niemiecki pisarz “Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami.”

Advertisements